niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 3

[Carolinne]



Obudziłam się i rozejrzałam po pokoju. To nie był sen. Nadal tu jestem. Westchnęłam głośno przeciągając się na łóżku. Usiadłam na krawędzi łóżka, oparłam łokcie o kolana i schowałam twarz w dłonie. Nie wiem jak to będzie. Ja się tutaj nie odnajdę. To zupełnie inny świat. Jak mam tutaj żyć? Wśród tych bestii! Jak mam się zachowywać w stosunku do tego całego Jamesa?! Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Stanął w nich James.
-Nie nauczyli Cie pukać- Powiedziałam oschle podnosząc wzrok na niego
-Nie nie mam w zwyczaju pukania do siebie- Zaśmiał się
Zakręciłam oczami. Usiadł obok mnie, cały czas bacznie mi się przyglądając.
-Jestem naprawdę seksowna- Uśmiechnął się uwodzicielko kładąc mi rękę na udzie
-Bierz tą łapę!- Warknęłam odsuwając się
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić leżałam pod nim. Kolana miał po obu stronach moich ud a ręce trzymał mi nad głową.
-Chyba się zapominasz mała- Powiedział z powagą
Przełknęłam głośno ślinę. 
-Pamiętaj! Teraz należysz do mnie. I mogę z Tobą zrobić co zechce. Rozumiesz?!- Wyciągnął na wierzch kły
Ciarki mnie przeszły. Serce łomotało mi jak szalone, nie mogłam uspokoić oddechu. Bałam się. Tak cholernie się go bałam. Ale nie dałam za wygraną. 
-Oh. No ależ oczywiście. Jestem zabawką małego księciunia- Rzuciłam sarkastycznie
Spojrzał na mnie gniewnie. Posłałam mu głupi uśmieszek.  
-Owszem- Uśmiechnął się - Jesteś moją zabaweczką. Jeśli będę chciał Cie rozebrać to Cie rozbiorę. Jeśli będę miał ochotę Cie ugryźć to Cie ugryzę. Jeśli będę miał ochotę Cie przelecieć to Cie przelecę-Dodał z tryumfalnym uśmieszkiem
 Moje oczy wpatrywały się w jego z przerażeniem. Wiedziałam, że z nim nie ma żartów. Wpatrywał się we mnie jeszcze chwile z głupim uśmieszkiem, aż wreszcie ze mnie zszedł. Usiadłam spowrotem.
-Jeśli będziesz grzeczna i posłuszna.. To będzie nam się dobrze żyć razem. Ale jeśli nie...- Oparł się rękoma o parapet- To nie będzie tak przyjemnie- Dodał odwracając głowę w moją stronę
Odwróciłam od niego wzrok i westchnęłam.
-Możesz wyjść? Chciałam się wykąpać- Warknęłam
-Możesz to zrobić przy mnie- Zaśmiał się
Zmierzyłam go surowym wzrokiem. Uśmiechnął się szyderczo i wyszedł. Znam go.. niecałe dwa dni. A tak mi działa na nerwy. Jeszcze mnie zastrasza palant jeden!
-Wszystko słyszę- Odezwał się jego głos za drzwiami
-I bardzo dobrze!- Krzyknęłam wkurzona
Weszłam do łazienki. Nalałam sobie wody do wanny i na chwile się zrelaksowałam. Gdy skończyłam się kąpać, owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do lusterka. Schyliłam się po tusz do rzęs, a gdy spowrotem popatrzyłam w lusterko zobaczyłam, że za mną stoi James.
-Wyjdź stąd palancie!- Krzyknęłam
-Pamiętaj do kogo mówisz- Przyparł mnie do ściany- Po za tym. Seksownie Ci w tym ręczniczku. Ale sądzę, że jeszcze bardziej było by bez
Spojrzałam na niego przestraszona gdy zaczął palcem jeździć po moim dekoldzie.
-Puść mnie zboczeńcu!- Wyrwałam mu się
On się tylko zaśmiał i zagrodził mi drzwi od łazienki. Spojrzałam niepewnie po pomieszczeniu. Zaczął się do mnie przybliżać. Ja nagle poczułam, że umywalka mi się wbija w plecy. Po omacku szukałam mydelniczki. Gdy znalazłam, rzuciłam nią w wampira i uciekłam z łazienki.
-Pożałujesz tego- Usłyszałam jego wkurwiony głos
Wybiegłam z pokoju. Bez namysłu pobiegłam w lewo. Odwróciłam się, by zobaczyć czy za mną nie biegnie. Gdy nagle zatrzymały mnie czyjeś ręce. To był James. Znów bałam się jak cholera. Przecież on mnie zabije. Wciągnął mnie do pokoju i przycisnął do ściany.
-Przepraszam- Wydukałam przerażona
-Myślisz, że Ci to odpuszczę?! Trzeba Cie nauczyć szacunku i pokory- Zaśmiał się
Patrzyłam na niego przerażona. On odgarnął mi włosy i przybliżył się do mojej szyi.
-Błagam nie- Wyszeptałam kiedy wyciągnął kły

-Nauczysz się szacunku do mnie- Szepnął przyciskając mnie bardzie do ściany
Nagle poczułam okropny ból w szyi. Wbił swoje zębiska i zaczął ssać. Zaczęłam się szarpać. Chciałam zacząć krzyczeć, ale zatkał mi dłonią usta. Tak bardzo bolało. Czułam jak słabnę. Serce waliło mi tak mocno, oddychałam strasznie szybko. Z oczu popłynęły mi łzy.
-James?!- Nagle odezwał się jakiś męski głos

Wampir wyjął ze mnie swoje kły i odwrócił się do chłopaka. Ja ledwo stałam na nogach, a kiedy puścił mnie z uścisku poleciałam na ziemie niczym kłoda. Nie mogłam się podnieść. Zaczęło kręcić mi się w głowie, zrobiło mi się ciemno przed oczami.
-Zrób coś z nią- Usłyszałam słowa James'a i zemdlałam


(wieczór)
Obudziłam się na swoim łóżku. Odwróciłam się do okna. Na parapecie siedział ten chłopak, co przyszedł wtedy do James'a. Patrzył na mnie łagodnym wzrokiem z lekkim uśmiechem na ustach.
-Dobrze się czujesz?- Ukucnął przy moim łóżku

-Nadal mi się w głowie kręci- Westchnęłam
-To.. normalne. Straciłaś dużo krwi- Powiedział z lekkim smutkiem w głosie
-To przejdzie. Organizm się regeneruje. Ale powinnaś coś zjeść. Bo energie też z Ciebie wyssał- Dodał
Odwróciłam się na plecy i wlepiłam wzrok w sufit. W oku zakręciła mi się łza jak pomyślałam co mi zrobił.
-Skoro mnie ugryzł, to.. czy..- Zaczęłam niepewnie
Zaśmiał się. Czy to było takie dziwne, że nie wiedziałam. Nie chce stać się tą krwiożerczą bestią bez serca.
-Nie bój się. Musiała byś się napić jego krwi, a potem musiał by Cie zabić. Wtedy odrodziła byś się jako jedna z nas- Wytłumaczył mi z uśmiechem
Odetchnęłam z ulgą.
-Chodź, pójdziemy coś zjeść- Podał mi rękę

Szłam za nim wolno, jeszcze się chwiejąc. Zastanawiało mnie jak to jest, że on jest dla mnie taki miły.
-Tak w ogóle jestem Michael- Podał mi rękę z wielkim uśmiechem na ustach

-Carolline- Odwzajemniłam gest
Weszliśmy do dużego pomieszczenia. To była kuchnia. Na środku stały 3 wielkie kuchenki, na nich coś się gotowało w dwóch małych garnkach, oraz stał czajnik. Po prawej stronie był blat parę szafek i lodówka. A po lewej stronie stał mały stolik z dwoma krzesełkami. 
-Witam młodzieży- Uśmiechnęła się kobieta fartuszku
-Witaj Sallen- Odpowiedział chłopak
-W czym pomóc- Zapytała kobieta

-Mogła byś coś dać do jedzenia tej małej bidulce?- Wskazał na mnie palcem
Kobieta kiwnęła głową z uśmiechem. Usiedliśmy przy stoliku. Sallen podała mi talerz z kawałkiem kotleta i paroma ziemniaczkami. 
-Dziękuje- Powiedziałam wdzięcznym głosem

-Na zdrowie dziecko- Uśmiechnęła się
Byłam tak strasznie głodna. Ta kobieta uratowała mnie od śmierci głodowej. Bo tamten dureń w ogóle ma mnie w dupie. Mam mu służyć tylko do żarcia i zabawy.
-A więc panienka jest żywicielem księcia?- Popatrzyła na mnie ze współczuciem
Kiwnęłam głową ze smutkiem w oczach.
-On nie jest taki zły- Michael pogłaskał mnie ręką po udzie, widząc mój smutek

Uśmiechnęłam się pod nosem z kpiną. No nie wiem- pomyślałam
Wróciłam do pokoju. Michael został ze mną. Zakolegowaliśmy się. Rozmawialiśmy do późna w nocy. Potrzebowałam takie rozmowy. Było naprawdę miło.
-Wiesz, nie mam w zwyczaju zaprzyjaźniać się z ludźmi.. Ale ty jesteś naprawdę fajną osobą i mam nadzieje, że James też to doceni- Posłał mi uśmiech
Położyłam się na plecach na łóżku, nogi ciągle miałam na podłodze, a ręce wyciągnęłam wzdłuż głowy. Wyciągnęłam się mocno w górę gdy poczułam ręce na żebrach
-Masz łaskotki- Zapytał zaczynając mnie łaskotać
-Michael nie! przestań!- Śmiałam się i wierciłam na łóżku
Łaskotaliśmy się, rzucając się po łóżku. Śmialiśmy się na zmianę z błaganiem o ,,litość''. Była naprawdę super. Polubiłam go.
-Jesteś naprawdę piękna- Powiedział ciężko dysząc
Zarumieniłam się.
-Wybacz mi- Wyszeptał i pocałował mnie
Nie wiedziałam co mam zrobić. Czułam, że nie powinnam ale.. coś we mnie nie pozwoliło odepchnąć go od siebie.
-Muszę już iść- Skrzywił się odgarniając mi grzywkę z oczu
Usiadłam na łóżku wbijając wzrok w jego piękne szare oczy.
-Zobaczymy się jutro- Wyszeptał całując mnie w policzek i wyszedł
Opadłam na łóżko. Czy to jest możliwe, że mógł mi się spodobać wampir?! Przecież ja go ledwo znam. Ale poświęcił mi dzisiaj swój czas. Był miły, rozmawiał ze mną, wygłupiał się.. I jeszcze ten pocałunek. Nie wiem co mam myśleć. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się do sufitu. Nagle drzwi otworzyły się, a do pokoju wszedł James. No to piękny wieczór się skończył. Odwróciłam do niego głowę. Przełknęłam ślinę głośno.
-Boisz się mnie- Szybkim ruchem zjawił się obok mnie
-Chciałbyś- Powiedział z ironią
-Po co kłamiesz- Pogłaskał mnie po policzku
-Odwal się!- Warknęłam

On się uśmiechnął pod nosem.
-Nie ładnie tak się odzywać do mnie
Parsknęłam śmiechem.
-Przepraszam Wasza Wysokość- Powiedziałam z kpiną

Przeszył mnie wzrokiem.
-Idziemy na spacer- Rzucił stanowczo
Nie protestowałam. Tak bardzo chciałam się przejść. Potrzebowałam świeżego powietrza.
-Ubierz się ciepło- Dodał wychodząc.
Założyłam czarną skórę, szaro-czarną arafatkę i niebieskie konwersy. Związałam włosy w niedbałego kucyka i wyszłam. James czekał na mnie oparty o drzwi wejściowe. Był ubrany w szare dresy, granatową bluzę i białe adidasy. Wyglądał seksownie. Może jest bezlitosną bestią, ale nie ma co.. jest przystojny. Wyszliśmy do ogrodu. Na dworze było już ciemno. Wiał lekki, chłodny wietrzyk. Wzięłam głęboki oddech, wciągając świeże wilgotne powietrze do płuc. Szliśmy w ciszy. Ale postanowiłam ją przerwać.
-Jak to jest z wami? Możecie wychodzić na słońce- Spytałam nieśmiało

-Jasne- Zaśmiał się- To tylko stereotyp, tak samo jak to, że nie odbijamy się w lusterkach, albo, że nie wychodzimy na zdjęciach
-A krzyże? Woda święcona? Czosnek?- Ciągnęłam
-Kolejne bajki zwykłych śmiertelników. Jedynie jak nas można zabić to wykręcając kark lub drewniany kołek w serce- Wyjaśnił mi to
-Ale nie próbuj mnie zabić. Bo to się źle dla Ciebie skończy- Dodał za chwile z głupim uśmieszkiem
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. 

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 2

[Carolline]


Nagle drzwi od pokoju otworzyły się, a w nich stanął ten ich cały książę. Zaczął powoli do mnie podchodzić, a ja przestraszona odsuwałam się od niego. Nagle pojawił się za mną. Stałam nieruchomo trzęsąc się ze strachu.
-Carolline... Carolline Winslet- Wyszeptał mi do ucha i oderwał taśmę z moich ust
-Skąd wiesz jak się nazywam?!- Zapytałam zaskoczona
On tylko się uśmiechnął.
-Usiądź sobie- Dał znać ręką na wielkie łóżko
-Nie! Chce do domu?! Moja mama pewnie się o mnie już martwi?!- Zaprotestowałam

-Isabella Winslet- Uśmiechnął się
-Skąd znasz moją mamę?! Mnie?! O co tu chodzi- Nic już nie rozumiałam
-To skomplikowane. Ale będziesz tu musiała zostać. Na dłuższy czas- Powiedział przyglądając mi się
-Co?! Czemu niby mam tu zostać?!- Krzyknęłam

-Nie krzycz. Mam idealny słuch. Wytłumaczę Ci to po drodze- Oznajmił
-Gdzie znowu jedziemy?- Skrzywiłam się
-Do Ciebie- Uśmiechnął się szyderczym uśmiechem
-Co chcesz od mojej rodziny! Daj im spokój- Warknęłam
-U Ciebie wszystko Ci to dokładniej wyjaśnimy. A teraz chodź- Powiedział ciągnąc mnie za ramię

Weszliśmy do samochodu. Usiadłam obok niego cały czas przerażona, tym wszystkim co się dzieje.
-Mógł byś mnie rozwiązać?- Przypomniało mi się, że mam nadal związane ręce
-Ah, no tak- Uśmiechnął się i rozwiązał sznurek z moich nadgarstków
Ruszyliśmy.
-To tłumacz o co w tym wszystkim chodzi- Warknęłam zdenerwowana
-Widzisz malutka... Jak się urodziłaś to zawiązaliśmy pakt..- Zaczął
-Raz.. Jaki pakt?! A dwa jak mogliśmy cokolwiek zawiązać, skoro po urodzeniu nie potrafiłam nawet siedzieć?- Zapytałam zaskoczona
-No bo.. w sumie zawiązałem go z twoimi rodzicami. Widzisz, każdy wampir z rodziny królewskiej musi znaleźć swojego śmiertelnika, który gdy trochę podrośnie stanie się jego własnością, pożywieniem. Ja wybrałem Ciebie. Twoja krew, jej zapach całkowicie się różni od zapachu zwykłego śmiertelnika. Dlatego tak mnie urzekłaś i wybrałem Ciebie. Miałem Cie zabrać w wieku 14 lat, wtedy ja kończyłem 170. Powinienem mieć wtedy już przy sobie swojego żywiciela. Ale nie mogłem Cie znaleźć. Przeprowadziliście się, a twój zapach gdzieś mi znikł z pamięci. Szukałem Cie 2 lata. A teraz wreszcie jesteś- Dokończył swoją wypowiedź
-Czekaj. Po pierwsze.. Moi rodzice, w życiu by mnie nie oddali wampirom! Po drugie co to ten żywiciel, a po trzecie co z moją krwią jest nie tak?- Zaczęłam go wypytywać
-Chciałem zabić twojego brata. To oczywiście zaczęli mnie błagać, żebym tego nie robił. Zgodziłem się na to pod jednym warunkiem.. Że zostaniesz moim żywicielem. Żywiciel to osoba, która oddaje krew swojemu właścicielowi. Staje się jego własnością. Ma nad nim pełną kontrole i to on decyduje o swoim żywicielu. A co do twojej krwi.. To jest jakaś inna. Piłem krew tryliona śmiertelników i żaden nie miał takiej krwi jak ty. Takiej.. bardzo słodkiej i tak bardzo intrygujące moje wszystkie zmysły- Wytłumaczył

-Skąd wiesz jak smakuje moja krew- Spytałam zaskoczona
-Czuje jak pachnie. To wystarczy- Uśmiechnął się

To wszystko jest.. jakieś strasznie skomplikowane. Mam zostać jego żywicielem. Ma pić codziennie moją krew, mam być jego własnością jak jakaś rzecz. No chyba nie. Nic już nie rozumiem.
-To tu?-Wyrwał mnie z zamyśleń

Spojrzałam na tabliczkę z nazwą miasta- Tak to tu. Teraz musisz skręcić w lewo- Westchnęłam
Zrobił jak powiedziałam. Nie minęło 5 minut kiedy już staliśmy pod moim domem. Światło paliło się w pokoju mamy. Nie spała jeszcze. Pewnie na mnie czekała i się martwiła. Tylko czemu nie dzwoni? ... Szarpnęłam za klamkę, otwarte. Norma.
-Carolline?! To ty?- Odezwał się głos mamy z salonu
-T..Tak mamusiu- Powiedziałam niepewnie
-Jezu dziecko jak ja się mart..- Zamarła gdy wybiegając z pokoju zobaczyła, że nie jestem sama
-James?!- Dodała po chwile zaskoczona
-Witaj Isabello- Uśmiechnął się do mojej matki
Mama westchnęła głośno.
-Miałam nadzieje, że ten dzień nie nadejdzie- Powiedziała z żalem w głosie

-I tak już przedłużyło się o dwa lata moje czekanie- Znów pojawił się na jego ustach szyderczy uśmieszek
Mama stała ze łzami w oczach. Ja tylko wpatrywałam się na nią błagalnym wzrokiem.
-Przykro mi kochanie. Ale 17 lat temu zawiązaliśmy pakt i.. musisz z nim pójść- Oznajmiła, a z oczu popłynęły jej łzy
-Idę się spakować- Powiedziałam cichym, smutnym głosem
Skierowałam się do mojego pokoju.
-Może wypijemy jakąś kawę, zanim zabierzesz mi córkę- Usłyszałam głos mamy
Wrzuciłam w wielką torbę parę krótkich spodenek, 4 pary dżinsów, jakieś 10 koszulek z krótkim rękawem i kolejne 10 na ramiączka. Torba była już cała wypchana, a to była tylko połowa tego co chciałam zabrać. Rzuciłam torbę na ziemie, usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłonie.
-Kochanie.. Wiem, że Ci trudno.. ale będzie wszystko dobrze. Przepraszam Cie za to- Usłyszałam mamę, która stała w drzwiach
Popatrzyłam na nią i głośno westchnęłam.
-Nie zmieszczę się w jedną torbę- Zmieniłam temat
Rozejrzała się chwile po pokoju, podeszła do komody i wyjęła z niej czarny nie duży plecak.
-Trzymaj- Podała mi go ze sztucznym uśmiechem
Odwzajemniłam uśmiech i wzięłam się za dalsze pakowanie. Wrzuciłam dwie wygodne ,,piżamy'' czyli o jakieś dwa rozmiary za duże koszulki i wygodne dresowe szorty. 3 bluzy, 2 pary trampek, baleriny, ładowarkę i mojego małego neetbooka, z którym się nie rozstawałam. Wrzuciłam jeszcze kosmetyczkę z paroma kosmetykami i ledwo zasunęłam plecak. Poszłam do kuchni. Mama siedziała z Jamesem przy stole i pili herbatę. Dosiadłam się do nich.
-Dbaj o nią- Mama przerwała niezręczną cisze
-Jasne- Zakpił

Bardzo się bałam. Nie chciałam zostawiać mamy. Ani z nim nigdzie jechać. Tu jest mój dom. Tu chce żyć.
-A jak tam Robert- Spytał z uśmiechem wampir
Widziałam jak moja mama powoli nabierała powietrza, a w oczach zakręciły jej się łzy. Tak samo jak mi.
-Robert.. N.. nie żyje- Odpowiedziała cichym, smutnym głosem

Wstałam od stołu i pobiegłam do łazienki. Czułam jak ich wzrok wędruje za mną.
-Przepraszam Cie. Źle reaguje na śmierć ojca- Tłumaczyła mnie mama

James jej nie odpowiedział.
-Dobra. Zbieramy się!- Powiedział chłopak
Spojrzałam w lusterko. Z oczu płynęła mi łza. Nie wyobrażam sobie, żyć wśród tych bestii. Westchnęłam głośno, wychodząc z łazienki. Poszłam po rzeczy i za chwile gotowa stałam przy drzwiach. Założyłam buty, kurtkę, pożegnałam się z mamą i poszłam do samochodu. Jechaliśmy w ciszy. Oparłam głowę o szybę i czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Będę za nimi strasznie tęsknić. Jak tam będzie wyglądać moje życie?...
-Będziesz moją własnością, na każde moje rozkazy- Zaśmiał się
Kolejny mi buszuje w głowie. No super po prostu. Dojechaliśmy. Weszliśmy do środka.
-Michael!- Krzyknął wampir
Nagle przed nami pojawił się ten chłopak co wcześniej z nami tu jechał.
-Co tam?- Uśmiechnął się
-Zaprowadź mojego żywiciela do jej pokoju- Uśmiechnął się

Chłopak kiwnął głową.
-Chodź- Machnął do mnie ręką

Szłam za nim w ciszy. Weszliśmy na pierwsze piętro, przeszliśmy jakieś 3-4 pokoje aż wreszcie chłopak podszedł do ciemno- brązowych drzwi i otworzył je.
-Twój pokój. Czuj się jak u siebie- Uśmiechnął się serdecznie otwierając przede mną drzwi
Odwzajemniłam uśmiech i niepewnie weszłam do pomieszczenia. Pokój o wiele mniejszy niż ten James'a. Ściany były koloru granatowego, jasne panele, po prawej stronie stało łóżko, obok łóżka mała nocna szafka. Po lewej stała narożnikowa szafa i małe biurko. W pokoju znajdowało się wielkie okno z dużym parapetem. Będzie gdzie siedzieć wieczorami. Były też drugie drzwi- wejście do łazienki. Mała łazieneczka, w której znajdowała się wanna, umywalka, toaleta i duże lustro. I jakaś mała szafeczka- idealna na moje kosmetyki- Zaśmiałam się w duchu.
-Zostawiam Cie- Chłopak posłał mi uśmiech i wyszedł
Zaczęłam się rozpakowywać.

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 1

[Carolline]


Dzisiaj zapowiada się fajny dzień. Przygotowania do balu halloweenowego idą pełną parą. Razem z Nicole i Kate musiałyśmy zostać po lekcjach i przygotować sale.
-Za co się przebieracie?- Zapytała z entuzjazmem Kate

-Hm.. Chyba przebiorę się za czarownice- Odpowiedziała po chwili namysłu Nicole
-Ja, jeszcze nie wiem. Zajęta byłam sprawami organizacyjnym i zapomniałam o przebraniu- Westchnęłam
-Ja się przebiorę za zombi- Zachichotała Kate
Popatrzyłyśmy się na siebie rozbawione.
Spojrzałam na zegarek. 20.47- Dobra dziewczyny na dzisiaj koniec. Bo chyba trochę przesadziłyśmy- powiedziałam pokazując im godzinę na wyświetlaczu telefonu. Zostawiłyśmy rzeczy, ubrałyśmy się i wyszłyśmy ze szkoły. Nicole i Kate szły w drugą stronę więc pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy. Było już ciemno. Szłam powoli, wsłuchując się jak wiatr kołyszę drzewami. Skręciłam w wąską ciemną uliczkę. Nagle usłyszałam czyjeś kroki za mną. Odwróciłam się gwałtownie. Ale nikogo nie było. Przyspieszyłam kroku. Coś w środku podpowiadało mi, że najlepiej będzie jak zacznę biec.
-Dziewczyno ogarnij się! Ile ty masz lat- Powiedziałam do siebie
Zwolniłam tempo. Księżyc uparcie przebijał się przez chmury. Znowu! Czyjeś kroki.
 Mam jakieś paranoje- stwierdziłam i szłam dalej przed siebie 
Stanęłam na rozgałęzieniu dróg. Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę 21.07 .. Nie chce mi się wracać jeszcze do domu. Przejdę się na jakiś spacer. Napisałam do mamy 

,,Będę później, mamy jeszcze parę rzeczy do zrobienia'' - wysłałam smsa. Skręciłam w lewo, czyli w odwrotną stronę niż jest mój dom. Szłam wzdłuż alejki lamp oświetlających mi drogę. Nagle zobaczyłam cmentarz po mojej prawej stronie. Tędy jeszcze nigdy nie szłam. Ale miałam fotograficzną pamięć więc bez trudu wrócę z powrotem.  Znowu dziwny szmer w krzakach. Przystanęłam i odwróciłam się. Kogo nie było. Pewnie jakiś ptak, albo kot. Odwróciłam się z powrotem w stronę drogi i... zamarłam. Przede mną stał chłopak na oko z lat 21..23.. wysoki dobrze zbudowany o czarnych włosach i .. czerwonych oczach. Krzyknęłam. Skąd on się wziął tu tak nagle?!
-Ooo, kolacja- Powiedział wyciągając na wierzch swoje kły
Kto to, albo raczej co to kurwa jest! Jakieś wcześniejsze halloween?! Czy co?! Zaczęłam się cofać widząc, że podchodzi bliżej mnie. Zastanowiłam się chwile co teraz mam zrobić go gościu był jakiś dziwny. Popatrzyłam się w lewo, w prawo, odwróciłam się do niego tyłem i zaczęłam biec. Biegłam ile sił w nogach gdy nagle o coś, a raczej o kogoś się uderzyłam. To był on! Jak on to cholera zrobił?! Przecież był za mną, a...a teraz stoi tu.. na przeciwko mnie. Z dziwnym psychopatycznym uśmieszkiem. Złapał mnie za ręce
-Puść mnie psycholu!- Zaczęłam krzyczeć
Ale on nie reagował. Odgarnął moje włosy z szyi i pokazał kły. Ja zaczęłam się szarpać, krzyczeć ale to nic nie dało. Zbliżał się do mnie z tymi kłami. Czy to jest możliwe, że... Niee.. Carolline co ty wygadujesz! Przecież one nie istnieją.. A może jednak. Moja babcia mi kiedyś mówiła, żebym nie wierzyła stereotypom o tym, że wampiry nie istnieją. Niee, odbiło mu. Tyle!
Nagle się zatrzymał. Odetchnęłam, mimo, że nadal mnie trzymał.
-Ty.. pachniesz.. jakoś inaczej- Usłyszałam zawachanie w głosie
-Chłopaki- Krzyknął
Nagle przede mną stanęło 2 dobrze zbudowanych chłopaków. Również z czerwonymi oczami i kłami. Spadli jak by z nieba! Jak to możliwe kurwa! co tu się dzieje. Stałam przerażona.
-Ethan?! Na co czekasz... zabij ją- Odezwał się jeden
-O nie.. nie.. to fatalny pomysł- powiedziałam w duchu
-Nie! Zabierzemy ją do księcia- Powiedział ten co mnie nadal trzymał
-Do księcia? Po co?!- Zdziwił się drugi
-Z nią jest.. a zresztą nie ważne. Jedziemy do James'a natychmiast!- Warknął
Jaki książę?! Jaki James?! Gdzie ja mam niby jechać?!
- O nie nie! Ja nigdzie nie jadę- Zaprotestowałam
Wybuchnęli śmiechem. Poczerwieniałam ze złości
-Ty tu nie masz nic do gadania!- Powiedział ten bydlak za mną
Związali mi ręce, zakneblowali usta i wrzucili na tyle siedzenie bordowego Volvo. O co tu kurwa mać chodzi?!
-Dowiesz się w królestwie- Jak by czytał w moich myślach
Co jest?! Co się w ogóle dzieje! Kim oni są do jasnej Anielki!
-Jesteśmy wampirami- Uśmiechnął się ten co siedział obok mnie
Popatrzyłam na nich jak na wariatów ale z lekkim strachem. Czytają w moich myślach czy co...
-Czytamy- znowu odezwał się ten sam
Czy to może być prawda. Czy właśnie zostałam porwana przez wampiry?!
-Od razu porwana- Zaśmiał się ten co siedział z przodu.
-Michael.. My ją w zasadzie porwaliśmy- Powiedział kierowca
Cała trójka zaczęła się śmiać. Jechaliśmy z niewyobrażalną prędkością. Drżałam ze strachu. Jezu.. to się nie dzieje na poważnie. To jakiś chory sen. Zaraz się obudzę i będę w swoich wygodnym łóżku.
-Nie sądzę- Odezwał się kierowca
Kuźwa! To nie fajne, że tak bezprawnie czytają moje myśli.
-Ee tam. Mi się to podoba- Zaśmiał się ten obok mnie
Ze łzami w oczach wpatrywałam się jak z wielką szybkością mijamy lasy, jakieś pola.. łąki, gdzie nie gdzie domy.. Nie wierzyłam w to co się dzieje.  Auto się zatrzymało.
-Jesteśmy- Powiedział ten co prowadził
Otworzył drzwi i wywlukł mnie z samochodu. Otworzyłam szeroko oczy. Przede mną stała willa, niczym mały pałac. Miała jakieś 4 piętra, mnóstwo okien, w których gdzie nie gdzie paliło się światło. Przeszliśmy przez mały mostek i stanęliśmy przed wielkimi drewnianymi drzwiami. Strażnik który stał przy nich, tak mi się wydaje, że jest strażnikiem.. otworzył drzwi. Weszliśmy do środka. Ukazał się prze de mną ogromny hol. Wyłożony perłowymi kafelkami, tak czyściutkimi, że aż można była się w nich przejrzeć. Ściany były ciemno-beżowe. Wielkie schody prowadzące jedne w prawą stronę drugie w lewą. Łączyły się na górze.  Na środku wisiał przepiękny żyrandol. Na ścianach gdzie nie gdzie widniały obrazy jakiś wampirów. Po lewej stronie był wąski korytarz prowadzący do jakiegoś pomieszczenia. Niesamowite.
-Zawołaj księcia- powiedział ten bydlak co chciał mnie uchlać do jakiegoś kolesia w garniaku.
-Czego on znowu chce?!- Usłyszałam męski głos, dochodzący z balkonu nade mną.
-Czego chcesz kre..- Zamilkł na mój widok
Szybkim ruchem pojawił się obok mnie i dokładnie mnie przeleciał wzrokiem. Był nieziemsko przystojny i dobrze zbudowany. Ubrany w czarną koszulkę i dresy. Miał krótką grzywkę uniesioną lekko do góry. To ten ich cały książę. Spojrzałam się na niego dziwnie. Nie wygląda mi na księcia w tych dresach. Nagle posłał mi mordercze spojrzenie. Ups. Chyba to wyczytał.
-Możemy?- Zapytał go jeden wskazując głową żeby odeszli na bok
-Ta- Odpowiedział przystojniak
Rozmawiali chwile po czym wrócili do mnie. Chłopak złapał mnie w pasie i przyłożył głowę do mojej szyi. Nie no.. Kolejny będzie mnie próbował udziabać?! Zaczęłam się miotać.
-To nie możliwe- Oderwał się nagle ode mnie
Przeanalizował mnie spojrzeniem.
-Ale.. Ale... To jest ona- Powiedział zdziwiony
Skąd on mnie zna?! Co tu się dzieje?!
-Zaprowadzić ją do mojego pokoju!- Warknął do dwóch wampirków stojących obok mnie
-Tak jest- Wyrecytowali w tej samej chwili
Złapali mnie za ramię i pchali w stronę schodów. Na pierwsze piętro. Potem przeszliśmy wzdłuż balkonu i stanęliśmy przed dębowymi drzwiami. Wepchnęli mnie do środka. Pokój dosyć dłuży. Wyłożony ciemno brązowymi panelami. Ściany były bordowego koloru. Na środku stało wielkie łóżko. Po lewej stronie biurko, a na nim stos kartek, kubek i mała lampka. po prawej stronie stała szafa i wisiało lustro. Obok były drzwi do łazienki. Na przeciwko łóżka wisiał ogromna plazma.
-Poczekaj tu. James już idzie- Powiedział jeden i obaj wyszli
Czekałam na tego całego króla cała przerażona! Ale chciałam się dowiedzieć o co tu chodzi?!


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

I jak się podoba pierwszy rozdział?? Jakieś uwagi, zastrzeżenia, porady??
Komentarze mile widziane ;3
Pozdrawiam ;*