[Carolline]
Nagle drzwi od pokoju otworzyły się, a w nich stanął ten ich cały książę. Zaczął powoli do mnie podchodzić, a ja przestraszona odsuwałam się od niego. Nagle pojawił się za mną. Stałam nieruchomo trzęsąc się ze strachu.
-Carolline... Carolline Winslet- Wyszeptał mi do ucha i oderwał taśmę z moich ust
-Skąd wiesz jak się nazywam?!- Zapytałam zaskoczona
On tylko się uśmiechnął.
-Usiądź sobie- Dał znać ręką na wielkie łóżko
-Nie! Chce do domu?! Moja mama pewnie się o mnie już martwi?!- Zaprotestowałam
-Isabella Winslet- Uśmiechnął się
-Skąd znasz moją mamę?! Mnie?! O co tu chodzi- Nic już nie rozumiałam
-To skomplikowane. Ale będziesz tu musiała zostać. Na dłuższy czas- Powiedział przyglądając mi się
-Co?! Czemu niby mam tu zostać?!- Krzyknęłam
-Nie krzycz. Mam idealny słuch. Wytłumaczę Ci to po drodze- Oznajmił
-Gdzie znowu jedziemy?- Skrzywiłam się
-Do Ciebie- Uśmiechnął się szyderczym uśmiechem
-Co chcesz od mojej rodziny! Daj im spokój- Warknęłam
-U Ciebie wszystko Ci to dokładniej wyjaśnimy. A teraz chodź- Powiedział ciągnąc mnie za ramię
Weszliśmy do samochodu. Usiadłam obok niego cały czas przerażona, tym wszystkim co się dzieje.
-Mógł byś mnie rozwiązać?- Przypomniało mi się, że mam nadal związane ręce
-Ah, no tak- Uśmiechnął się i rozwiązał sznurek z moich nadgarstków
Ruszyliśmy.
-To tłumacz o co w tym wszystkim chodzi- Warknęłam zdenerwowana
-Widzisz malutka... Jak się urodziłaś to zawiązaliśmy pakt..- Zaczął
-Raz.. Jaki pakt?! A dwa jak mogliśmy cokolwiek zawiązać, skoro po urodzeniu nie potrafiłam nawet siedzieć?- Zapytałam zaskoczona
-No bo.. w sumie zawiązałem go z twoimi rodzicami. Widzisz, każdy wampir z rodziny królewskiej musi znaleźć swojego śmiertelnika, który gdy trochę podrośnie stanie się jego własnością, pożywieniem. Ja wybrałem Ciebie. Twoja krew, jej zapach całkowicie się różni od zapachu zwykłego śmiertelnika. Dlatego tak mnie urzekłaś i wybrałem Ciebie. Miałem Cie zabrać w wieku 14 lat, wtedy ja kończyłem 170. Powinienem mieć wtedy już przy sobie swojego żywiciela. Ale nie mogłem Cie znaleźć. Przeprowadziliście się, a twój zapach gdzieś mi znikł z pamięci. Szukałem Cie 2 lata. A teraz wreszcie jesteś- Dokończył swoją wypowiedź
-Czekaj. Po pierwsze.. Moi rodzice, w życiu by mnie nie oddali wampirom! Po drugie co to ten żywiciel, a po trzecie co z moją krwią jest nie tak?- Zaczęłam go wypytywać
-Chciałem zabić twojego brata. To oczywiście zaczęli mnie błagać, żebym tego nie robił. Zgodziłem się na to pod jednym warunkiem.. Że zostaniesz moim żywicielem. Żywiciel to osoba, która oddaje krew swojemu właścicielowi. Staje się jego własnością. Ma nad nim pełną kontrole i to on decyduje o swoim żywicielu. A co do twojej krwi.. To jest jakaś inna. Piłem krew tryliona śmiertelników i żaden nie miał takiej krwi jak ty. Takiej.. bardzo słodkiej i tak bardzo intrygujące moje wszystkie zmysły- Wytłumaczył
-Skąd wiesz jak smakuje moja krew- Spytałam zaskoczona
-Czuje jak pachnie. To wystarczy- Uśmiechnął się
To wszystko jest.. jakieś strasznie skomplikowane. Mam zostać jego żywicielem. Ma pić codziennie moją krew, mam być jego własnością jak jakaś rzecz. No chyba nie. Nic już nie rozumiem.
-To tu?-Wyrwał mnie z zamyśleń
Spojrzałam na tabliczkę z nazwą miasta- Tak to tu. Teraz musisz skręcić w lewo- Westchnęłam
Zrobił jak powiedziałam. Nie minęło 5 minut kiedy już staliśmy pod moim domem. Światło paliło się w pokoju mamy. Nie spała jeszcze. Pewnie na mnie czekała i się martwiła. Tylko czemu nie dzwoni? ... Szarpnęłam za klamkę, otwarte. Norma.
-Carolline?! To ty?- Odezwał się głos mamy z salonu
-T..Tak mamusiu- Powiedziałam niepewnie
-Jezu dziecko jak ja się mart..- Zamarła gdy wybiegając z pokoju zobaczyła, że nie jestem sama
-James?!- Dodała po chwile zaskoczona
-Witaj Isabello- Uśmiechnął się do mojej matki
Mama westchnęła głośno.
-Miałam nadzieje, że ten dzień nie nadejdzie- Powiedziała z żalem w głosie
-I tak już przedłużyło się o dwa lata moje czekanie- Znów pojawił się na jego ustach szyderczy uśmieszek
Mama stała ze łzami w oczach. Ja tylko wpatrywałam się na nią błagalnym wzrokiem.
-Przykro mi kochanie. Ale 17 lat temu zawiązaliśmy pakt i.. musisz z nim pójść- Oznajmiła, a z oczu popłynęły jej łzy
-Idę się spakować- Powiedziałam cichym, smutnym głosem
Skierowałam się do mojego pokoju.
-Może wypijemy jakąś kawę, zanim zabierzesz mi córkę- Usłyszałam głos mamy
Wrzuciłam w wielką torbę parę krótkich spodenek, 4 pary dżinsów, jakieś 10 koszulek z krótkim rękawem i kolejne 10 na ramiączka. Torba była już cała wypchana, a to była tylko połowa tego co chciałam zabrać. Rzuciłam torbę na ziemie, usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłonie.
-Kochanie.. Wiem, że Ci trudno.. ale będzie wszystko dobrze. Przepraszam Cie za to- Usłyszałam mamę, która stała w drzwiach
Popatrzyłam na nią i głośno westchnęłam.
-Nie zmieszczę się w jedną torbę- Zmieniłam temat
Rozejrzała się chwile po pokoju, podeszła do komody i wyjęła z niej czarny nie duży plecak.
-Trzymaj- Podała mi go ze sztucznym uśmiechem
Odwzajemniłam uśmiech i wzięłam się za dalsze pakowanie. Wrzuciłam dwie wygodne ,,piżamy'' czyli o jakieś dwa rozmiary za duże koszulki i wygodne dresowe szorty. 3 bluzy, 2 pary trampek, baleriny, ładowarkę i mojego małego neetbooka, z którym się nie rozstawałam. Wrzuciłam jeszcze kosmetyczkę z paroma kosmetykami i ledwo zasunęłam plecak. Poszłam do kuchni. Mama siedziała z Jamesem przy stole i pili herbatę. Dosiadłam się do nich.
-Dbaj o nią- Mama przerwała niezręczną cisze
-Jasne- Zakpił
Bardzo się bałam. Nie chciałam zostawiać mamy. Ani z nim nigdzie jechać. Tu jest mój dom. Tu chce żyć.
-A jak tam Robert- Spytał z uśmiechem wampir
Widziałam jak moja mama powoli nabierała powietrza, a w oczach zakręciły jej się łzy. Tak samo jak mi.
-Robert.. N.. nie żyje- Odpowiedziała cichym, smutnym głosem
Wstałam od stołu i pobiegłam do łazienki. Czułam jak ich wzrok wędruje za mną.
-Przepraszam Cie. Źle reaguje na śmierć ojca- Tłumaczyła mnie mama
James jej nie odpowiedział.
-Dobra. Zbieramy się!- Powiedział chłopak
Spojrzałam w lusterko. Z oczu płynęła mi łza. Nie wyobrażam sobie, żyć wśród tych bestii. Westchnęłam głośno, wychodząc z łazienki. Poszłam po rzeczy i za chwile gotowa stałam przy drzwiach. Założyłam buty, kurtkę, pożegnałam się z mamą i poszłam do samochodu. Jechaliśmy w ciszy. Oparłam głowę o szybę i czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Będę za nimi strasznie tęsknić. Jak tam będzie wyglądać moje życie?...
-Będziesz moją własnością, na każde moje rozkazy- Zaśmiał się
Kolejny mi buszuje w głowie. No super po prostu. Dojechaliśmy. Weszliśmy do środka.
-Michael!- Krzyknął wampir
Nagle przed nami pojawił się ten chłopak co wcześniej z nami tu jechał.
-Co tam?- Uśmiechnął się
-Zaprowadź mojego żywiciela do jej pokoju- Uśmiechnął się
Chłopak kiwnął głową.
-Chodź- Machnął do mnie ręką
Szłam za nim w ciszy. Weszliśmy na pierwsze piętro, przeszliśmy jakieś 3-4 pokoje aż wreszcie chłopak podszedł do ciemno- brązowych drzwi i otworzył je.
-Twój pokój. Czuj się jak u siebie- Uśmiechnął się serdecznie otwierając przede mną drzwi
Odwzajemniłam uśmiech i niepewnie weszłam do pomieszczenia. Pokój o wiele mniejszy niż ten James'a. Ściany były koloru granatowego, jasne panele, po prawej stronie stało łóżko, obok łóżka mała nocna szafka. Po lewej stała narożnikowa szafa i małe biurko. W pokoju znajdowało się wielkie okno z dużym parapetem. Będzie gdzie siedzieć wieczorami. Były też drugie drzwi- wejście do łazienki. Mała łazieneczka, w której znajdowała się wanna, umywalka, toaleta i duże lustro. I jakaś mała szafeczka- idealna na moje kosmetyki- Zaśmiałam się w duchu.
-Zostawiam Cie- Chłopak posłał mi uśmiech i wyszedł
Zaczęłam się rozpakowywać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz